Stajnia Szafir

Gdyby ktoś kiedyś powiedział komukolwiek z członków naszej rodziny, że my podobnie jak nasz pradziadek i dziadek będziemy posiadaczami  koni, każdy z nas zaśmiałby się twierdząc, że to niemożliwe.

A jednak to chyba mocno zakorzeniona  w nas tradycja i miłość do koni spowodowała wszystko o czym piszemy poniżej.

Gdyby kilka lat później, kiedy to już mieliśmy własnego wierzchowca, powiedział, że za niedługo wybudujemy własną stajnię z niewielkim stadem rumaków, każdy członek rodziny powiedziałby "marzyć ludzka rzecz!". A tak to się wszystko zaczęło...

Mama jeździła konno od kiedy sięgam pamięcią. Ja z siostrą słuchając opowieści o jej przygodach, jazdach bryczką z dziadkiem, koniach pradziadka też zapragnęłyśmy kontaktu z końmi i pomalutku Karusiaprzesiąkałyśmy jeździecką pasją. Któregoś dnia przejeżdżając obok miejsca gdzie były konie, mama z ciekawości wstąpiła zobaczyć. Tam strzała amora trafiła ją prosto w serce. Brudna, zaniedbana, kara, pogrubiana kobyłka, z sierścią długą jak na niedźwiedziu i śmierdząca jak w zoo, będąca absolutnym przeciwieństwem moich marzeń o pięknym, sportowym oldenburgu całkowicie zawładnęła sercem mamy i po niecałym tygodniu stałyśmy się szczęśliwymi posiadaczkami własnego konia. Od tamtej pory śmiejemy się, że mama pojechała po masło, a przywiozła Karusię.

Ogromną ilość fachowej wiedzy na temat hodowli tych zwierząt przekazał dziadek.

Odwiedziłyśmy również wiele miejsc gdzie przebywały konie. Karusia zmobilizowała nas do przyspieszenia podjęcia decyzji o wybudowaniu własnej jak najlepszej stajni do czego wszyscy z całych sił od lat  dążyliśmy. Oczywiście wiedza zootechniczna nabyta na UP była bezcenna.

 

Jakiś czas później strzała amora trafiła kolejną z nas - mnie. Kara, również niewysoka, wielkopolska kobyłka o wdzięcznym imieniu Szafirka zawładnęła moim  sercem i tak długo męczyłam mamę, aż w końcu Szafira stała się naszym drugim oczkiem w głowie. Następnie sprawy tak się potoczyły, że Szafirka przeszła w ręce mojej siostry - Agnieszki, której ciężka praca owocuje właśnie udziałami w zawodach w skokach, z czego wszyscy jesteśmy bardzo dumni.

Gdy mieliśmy już dwa konie "natknęło się na nas" ogłoszenie o stanówce wspaniałym śląskim ogierem - Burgundem. Karusia akurat miała "grzanie", więc pod wpływem spontanicznej decyzji zostało wykonanych kilka telefonów i za niedługo jechałyśmy z Karusią w trailerze do ogiera. 11 miesięcy później Karusia urodziła nam swojego pierwszego źrebaczka - Balladę.W między czasie budowa własnego miejsca na ziemi szła pełną parą...

To tyle wstępu, a tak się zaczęła nasza przygoda z... polem;-)

 

Na początku należało uprawić ziemię i przekształcić ją w pastwiska. Tu ogromną pomocą wyróżnił się mój dziadek - Jan, bez którego nie mielibyśmy dziś tak wspaniałej trawy i tak równego pastwiska i który zrobił nam pierwsze sianokosy! Później zmagania z urzędami i wszystkimi papierkami kosztowały nas niespełna trzy lata, ale gdy ruszyliśmy z całą budową, to dzięki zaangażowaniu mamy i taty, już po niespełna roku zamieszkaliśmy z naszym skromnym zwierzyńcem w nowym miejscu



Wraz z Karusią, Szafirką i Balladą do stajni przyjechały też: Brandy-dwuletnia klaczka  oraz Bianca De La Cour . Niedługo później pojechałyśmy z mamą dokonać kolejnego udanego zakupu i wejść w posiadanie naszych "myszek" czyli dwóch koników polskich - Nutki i Nemo. Jeszcze później mama kupiła fiordzką, źrebną klacz - Lokatę, która dała nam małego łobuza - L-Pralinkę. Później doszedł do nas jeszcze kuc Feliński - Mango oraz dwa hucuły - Geniusz i Gargamel.



Od jakiegoś czasu mamy do dyspozycji krytą halę, która umożliwia jazdę nawet w trudnych warunkach pogodowych.Nad bezpieczeństwem koni i naszym czuwa monitoring.

 


To co powstało przez ostatnie  lata jest spełnieniem marzeń naszej rodziny. Jest wynikiem naszej ciężkiej pracy i poświęcenia. Jest nadzieją i miejscem gdzie pragniemy dawać solidne podstawy jeździeckie dla wszystkich młodych adeptów jazdy konnej, a przede wszystkim miejscem gdzie konie mają swój mały raj na Ziemi i możemy spełniać swoje hodowlane pasje.

To jest właśnie Stajnia Szafir.

Paulina Cwynar

 
Którego konia lubisz najbardziej?